poniedziałek, 28 listopada 2011

Nowa wojna

Tak na wstępie napiszę, że tego typu "dzieła" piszę po raz pierwszy. Moje starsze opowiadania (książkami tego nie nazwę) miały po maksymalnie trzydzieści stron i miały inną tematykę.
To co tu napisałem, napisałem dlatego, że... nie wiem dlaczego. Myślałem o wizji apokalipsy i wpadł mi do głowy właśnie taki pomysł. Przeczytacie to sami stwierdzicie, ile to warte.



Prolog
Ruiny, tyle można powiedzieć o niegdyś wspaniałym Krakowie, ostatnim bastionie ludzi. Wojna, panująca w tym świecie wkrótce się skończy, ludzie znikną z tego świata i wkroczą do niego jego prawdziwi właściciele. Czy będą stawiać opór, czy też nie, koniec będzie bliski. Już tylko chwile dzielą nas od odzyskania tego, co ludziom się nie należało. Adam dał nam możliwość zrobycia władzy. Emmanuel nie zwycięży, teraz jest nasz czas, nasza ziemia, odzyskamy Eden.                                                             Samael

Rok 2119, czerwiec

Krwawe oddziały znów przybyły na ziemię. Diabły, piekielne bramy się otworzyły i wszystkie piekieł kręgi wyszły z otchłani. Gdzie są anioły? Gdzie jest Bóg? Gdzie jego zwycięstwo?

Nazywam się Artur Kilmar, jestem dowódcą chyba ostatniej ludzkiej twierdzy na tej ziemi. Dwa lata, tylko tyle potrzebowały upadłe anioły, aby przejąć kontrolę nad tym światem. Kto ma zwyciężyć? Ludzie są bezsilni, wiara upada. Ameryka spłonęła żywym ogniem i potępieńcy walczą teraz w przeklętych oddziałach. Nie ma już Azji, ani Afryki. Dlaczego Polska wciąż się broni, czy tak miało być?

Rozdział I: Biały włos
Przez szary zaułek przebiegł cień. Mrok wieczora kryje strach. Ciche modlitwy dodają otuchy ostatnim ludziom. Zbyt wielu księży straciło wiarę w tak trudnym czasie. Wielu egzorcystów w piekielnym ogniu traci swoje zmysły.  
Odważni lub głupi wędrują pustymi ulicami szarych miast. Nikt nie wie kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Grzech dodaje siły upadłym aniołom, a ludzie tracą wiarę, każda godzina, każda minuta ich osłabia.
-Piotrze, kiedy to się skończy?- zlęknionym głosem zapytał swojego brata młody, jasnowłosy chłopiec o niebieskich oczach.
-Nie wiem, nie mam pojęcia. Nie bój się Jasiu, musisz wierzyć, że Bóg nam pomoże. - odparł z nadzieją w głosie starszy brat. Jego ciemne włosy spływały po ramionach. W ręku trzymał różaniec z czarnego drewna.
-Ale ja się boję, gdzie są nasi rodzice? -prawie płacząc chłopiec. Ubrany w szare spodnie i niegdyś biały podkoszulek opierał się o ścianę, bo nie wiedział, co innego może zrobić.
Wszędzie było ciemno, bo nie było prądu. Jedynie niestały blask świecy oświetlał pokój. Dwa łóżka, stół i niewielki, kafelkowany piec. Ciepłe światło nie dawało poczucia bezpieczeństwa. Nie było komunikacji ze swiatem, a właściwie z dawnym światem. Odkąd rozpoczęła się Trzecia Wojna zniknęło wszelkie dobro na świecie. Kościół podejrzewał, że to może być kres ludzkości. Miał rację. Niewielu przerzyło wybuch bomby atomowej. Większość populacji zginęła od promieniowania, wielu zginęło w zamieszkach. Jednak część ukryła się w bunkrach, czekając na lepszy czas. Sto lat pod ziemią zmieniło oblicze świata. Wszędzie ruiny zniszczonych miast niosły echo dawnych wydarzeń.
Do drzwi ktoś zapukał. Był wieczór, więc to nie był dobry znak. Piotr wstał i podszedł do drzwi. Przez wizjer ujrzał postać ubraną w czarny, skórzany płaszcz, o twarzy ukrytej w obszernym kapturze.
-Otwórz Piotrze. -usłyszał głos jakby wydobywał się zza niego. Wbrew swojej woli zdjął zasuwę i otworzył drzwi. Nieznajomy wszedł do środka i zrzucił kaptur ukazując bladą twarz. Białe, długie włosy spływały mu pod płaszcz. - Witaj. Mam na imię Jerzy. - ciepłym głosem przedstawił się chłopcom. - Mam coś dla Ciebie. Jestem księdzem. - to mówiąc przekazał Piotrowi kopertę. - Teraz odejdę, a Ty przemyśl to co jest tam napisane. - zarzucił kaptur na głowę i wyszedł na ciemną ulicę, zniknął w cieniach miasta.
Piotr stał jak skamieniały. Patrzył na kopertę, którą otrzymał od księdza. Nie czekając długo otworzył ją i spojrzał na list napisany skośnym, lecz eleganckim pismem. I zaczął czytać.

niedziela, 27 listopada 2011

Co raz bliżej święta...

...co raz bliżej wolne. Ach nareszcie. W końcu będzie chwila wytchnienia od tej głupiej szkoły i okazja do wyspania się. Tak sobie wczoraj pomyślałem, znowu, jak by była miło, gdyby zrezygnować ze szkół i powrócić do systemu gildii. Każdy mógłby się uczyć tylko tego, co mu jest potrzebne lub tego czego chce się uczyć, a nie łazić bez sensu na lekcje, które i tak mu się nigdy do niczego nie przydadzą.
Wiele rzeczy, które kiedyś były, moim zdaniem, lepsze niż są teraz. niestety przeminęło. Mamy niby tego ministra edukacji, ale czemu zlikwidowali w technikach (przynajmniej moim) wszelkie zajęcia artystyczne lub takie, które dają możliwość samorealizacji. Trzeba się niestety z tym pogodzić, albo wziąć się za politykę xD


Mijają dni, mijają lata, czas kradnie chwile życia ciągle.
Żyjesz, dla siebie, czy dla świata? stoisz, co widzisz w swoim oknie?
Dzień za dniem to samo, nic się w świecie nie zmienia.
Gdy zasypiam, czy gdy budzę się rano, wiem, on nie da chwili wytchnienia.

sobota, 26 listopada 2011

Sobota

Ale dzisiaj miałem fajny dzień. Byłem dzisiaj w Rzeszowie, bo miałem sobie kupić podręcznik do matmy (w końcu). Połaziliśmy z przyjacielem (haa) po Rzeszowie i kupiłem sobie nowe ołówki do rysowania oraz nowe buty. Później poszliśmy na pizze. Strasznie szybko zleciał dzisiejszy dzień. 

Dzięki temu, że kupiłem te buty, zrozumiałem dlaczego dziewczyny tak lubią chodzić po sklepach. Uhahany jak dziecko łaziłem przez kolejne dwie godziny :D Muszę sobie jeszcze kupić jakieś nowe spodnie. Nawet mnie nie wnerwi dzisiaj to, że mam do poprawienia ostatnie sprawozdanie. Dziś nic mi nie zepsuje humoru. 

Moje nowe buty, przez które jestem uhahany, jak małe dziecko xDDD

środa, 23 listopada 2011

El Mal Ajeno

"Inny" - taki nosi tytuł świetny dramat, który niedawno obejrzałem. Nie będę streszczał filmu, lecz powiem, że jest wart obejrzenia. Zarysuję tylko o czym opowiada, a mianowicie...
... w pewnym mieście żyje sobie lekarz, który pracuje z ludźmi ciężko lub nieuleczalnie chorymi. Przez wiele lat służby w szpitalu zatracił w sobie poczucie empatii i traktuje swoich pacjentów jak... obowiązek, któremu nie może się sprzeciwić. Leczy, bo musi. Aż pewnego dnia jedna z jego podopiecznych próbuje popełnić samobójstwo, lecz dzięki jego interwencji wpada tylko w śpiączkę. Do szpitala przyjeźdźa jej znajomy i każe mu się nią opiekować...
Więcej nie powiem, bo w tym momencie zaczyna się robić coraz ciekawiej. Świetna gra aktorska oraz doskonały pomysł na scenariusz. Prócz wielu chwytających za serce scen jest również szczypta humoru.
Jeśli kogoś zainteresowała moja recenzja, oto link
http://zalukaj.tv/zalukaj-film/11968/inny_el_mal_ajeno_2010_.html
Hmm... to narazie tyle :)

Miasto kości

Witajcie. Skończyłem wczoraj wieczorem czytać "Miasto kości" autorstwa Cassandry Clare. Od czasu, kiedy przeczytałem część "Zmierzchu" nie czytałem książek o podobnej tematyce, ponieważ "Zmierzch" mi się nie spodobał.

Jest to pierwsza część trylogii "Dary Anioła". Niestety, ja przeczytałem wcześniej trzeci tom, ponieważ tylko on był w bibliotece wtedy. Zniszczyło mi to w sporym stopniu odkrywanie fabuły, gdyż znałem jej rozwiązanie.

Trylogia opowiada o Clary Fray, dziewczynie, która początkowo żyjąca normalnie trafia do klubu Pandemonium, gdzie spotyka grupę Nocnych Łowców - ludzi walczących z demonami. Jej przyjaciel Simon niestety ich nie widzi. Właśnie wtedy Clary jest świadkiem, jak Łowcy zabijają wampira. Po tym wydarzeniu wraca do domu wraz z jej przyjacielem. Następnego dnia kłóci się ze swoją matką, gdyż ta chciała ją zabrać na farmę na wakacje, bez wcześniejszego powiadmienia. Wnerwiona Clary późnym po południu wychodzi z Simonem na wieczorek poetycki jego przyjaciela. Tam właśnie znów spotyka Jace'a - jednego z Nocnych Łowców. Zabiera mu czujnik, który początkowo uznała za telefon. Po powrocie zastaje zdewastowane mieszkanie i ani śladu matki.

Więcej nie będę streszczał, bo jeśli któs postanowi przeczytać, to nie będzie już to samo. Polecam całą trylogię, ponieważ jest o wiele ciekawsza niż Zmierzch.

A teraz mały gratis:

wtorek, 22 listopada 2011

Więcej z życia

Witajcie. Piszę tego posta, ponieważ zaintrygował mnie komentarz Poetyckiej.
Zaskoczyło mnie "więcej radości z życia, co?" Cóź... może masz rację. Ja jednak, może to głupio zabrzmi, nie mam czasu na to. Do szkoły wstaję o 5, wracam o 16-18. Nie mam czasu, żeby spotkać się z przyjaciółmi, a żyjąc w ciągłej monotonii zauważyłem, że to jest już jedyna rzecz, która sprawia mi przyjemność. Jestem raczej typem samotnika i nie łatwo nawiązuję nowe znajomości. Koleżanka mi kiedyś powiedziała "wyjdź na miasto, spotkaj się z ludzmi", ale patrząc na moją klasę nie chce mieć kontaktu z taką patologią. Wiem, że moja klasa to w większości idioci, ale jest kilku porządnych gości. Mi jednak nie trzeba kogoś, kto podejdzie, "daj zadanie", itd.
Mam tylko trzy osoby, które mógłbym nazwać przyjaciółmi, ale wiem, że na nich mogę polegać. Jednak wracając do meritum. Ja mieszkam spory kawałek od miasta (ok. 25km) i mam tylko jeden autobus. Ciężko mi zatem spotkać się z nimi nawet w sobotę, ponieważ oni też mają swoje zajęcia.
Dlatego czekam na najbliższy wolny czas, bo dzięki niemu będzie okazja, aby się z nimi spotkać.

Pozdrowienia dla Poetyckiej. Dzięki, że powiedziałaś co myślisz, doceniam to. Nie lubię, jak ludzie słodzą...

niedziela, 20 listopada 2011

Jakoś leci...

Witajcie. Postanowiem coś napisać, bo nudzę się, a nie chce mi się poprawić sprawozdania...
Czas leci, a w kółko to samo: szkoła>dom>szkoła>dom... Jednak od czasu do czasu zdarza się coś ciekawego. W piątek miałem w szkole wywiadówkę i byłem w studiu, bo były puszczane komunikaty i przemówienie jakiegoś policjanta na żywo. Jestem zadowolony, bo pan Liszcz (szef studia i super nauczyciel) uznaje mnie za solidną markę i od razu wysłał mnie do kamery :D A jako gratis zyskałem achievement "uścisk funkcjonariusza" :D
Tego samego dnia była wywiadówka mojej siostry, ale mój tata pojechał w trasę, więc nie był ani na mojej, ani na siostry wywiadówce. A, że moja mama jeszcze nie wróciła to cieszę się ostatnimi dniami wolności... bo niestety wraca na początku grudnia.
Jutro mam wprowadzenie do drugiej serii pracowni, ale muszę zaliczyć 2 sprawozdania, bo mnie pani nie dopuści. Mam na to tydzień...

Już niedługo święta... mikołaj i... prezenty! I wolne od szkoły. Macie już jakieś plany na te wolne dni? Ja jeszcze nie, ale jak coś będę miał to napiszę...

środa, 16 listopada 2011

Wstań

Walcz o to w co wierzysz,
licz na tych, na których Ci zależy
wtedy znajdziesz swe miejsce,
a świat się lepszym stanie
Wreszcie jestem blisko
takie moje zdanie.

Na dobrych intencjach piekło zbudowane,
przez nie drogi Twe zablokowane,
ale nie poddawaj się, żyj dla ludzi
nawet jeśli to życie Ci się znudzi,
ruszaj więc w dalszą drogę,
nawet jeśli podstawić chcą Ci nogę.

Świat nie jest doskonały,
pełno w nim smutku i łez
ale może stać się wspaniały
kiedy znajdziesz w nim miejsce swe,
jeśli jesteś samotny, nawet jeśli jest źle
wstań i wyjdź do ludzi, tam jest miejsce Twe.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Chwilka radości

Dzisiaj mam bardzo dobry humor. A dlaczego? Wymienię Wam:
-miałem dzisiaj zaliczenie pierwszej serii zadań na pracowni i zaliczyłem cztery z sześciu :D:D:D:D
-nie miałem kartkówki z układów analogowych
-jutro zaczyna mi się druga zmiana na praktykach i zaczynam dopiero o 12.00 i tak będzie przez najbliższe osiem tygodni
-zjadłem siostrze galaretke (bo ona mi zjadła wafelka) i nawet nie zauważyła (pewnie mi zrobiła.... hmm)
-już blisko święta
-już prawie półrocze :)
-we czwartek mam wywiadówkę i ide sam za siebie (wiiiii)

A tak poza tym od czasu do czasu nawet mi dopisuje humor, więc postanowiłem napisać tego posta. Jeśli o dziwo utrzyma mi się ten humor, to coś może napiszę. Czy i Wy macie dziś taki humor?

I taki gratis: http://nyan.cat/

środa, 9 listopada 2011

Jeszcze jeden dzień...

i dłuższy weekend o jeden dzień. Ale dzisiejszy był spoko. Zamiast mieć lekcje do 14.50, skończyłem o 11.30 i pojechałem do okulisty do Tyczyna. Były pewne problemy natury papierkowej, ale jestem zadowolony, bo o 0,5 mam zmniejszoną wadę :D
Jak już załatwiłem co miałem załatwić poszedłem do gimnazjum. Niby mi się nie chciało, ale coś mnie przymusiło. Ku mojemu zaskoczeniu wróciła pani Szetela, która została zwolniona trzy lata temu, lecz już jest z powrotem. Tylko czterech nauczycieli mnie poznało, co nie było dla mnie szczególnym zaskoczeniem. Pani wychowawczyni, the best panu od infy, pani dyrektor oraz pani od sklepiku. Dzięki mojemu autorytetowi oraz jakże powszechnemu poważaniu (xD) otrzymałem FREE deserek, którego nie jadłem prawie dwa lata. Było fajnie, spotkałem "starych" nauczycieli. Może to moja subiektywna ocena, ale jeżeli już się skończy szkołę, to nauczyciele patrzą na Ciebie jakby przychylniejszym wzrokiem :D

Jutrzejszy dzień też zapowiada się ciekawie. Mam dwie matmy (buu), poprawę z fizyki ( :[ } oraz dowiem się, że dostałem jeden z cyfrówki. Ale część lekcji mi prawdopodobnie przepadnie, bo jutro jest akademia, a ja robie w studiu szkolnym. Trzeba będzie rozstawić głośniki, przygotować kamery, mikrofony itd., na co trzeba czasu, więc z lekcję, dwie przed akademią pójde i będę miał spokój.

Już nie mogę doczekać się końca lekcji + 3h, ponieważ w czasie tych 3h będę u dentysty :((.
Życzę Wam powodzenia jutro w szkole :]

poniedziałek, 7 listopada 2011

I po szkole

W końcu jakieś pozytywy. Siedziałem w szkole od 7.10 do 16.30, autobus przyjechał o 17.20, ale nie jest tak źle. Zaliczyłem 2 pracownie i obie wejściówki. Dostałem +  i -4 na polskim |:(
Pospałem sobie na angielskim, dzięki czemu odreagowałem stresy dnia codziennego.

Jutro mam znowu praktyki... pierwszy raz od trzech tygodni... tak jakoś zleciało. Nie wiem co mr. Gąsior powie na to, że nie mam układu scalonego, ale lutownicy nie mam sprawnej... Ale pewnie będzie ciekawie, jak zwykle: państwa-miasta, jakieś szkice w zeszycie, ew segregowanie rezystorów z pomocą uszkodzonego miernika.

A co u Was? Też nie możecie się doczekać piątku? DŁUŻSZY WEEKEND, YEA!

niedziela, 6 listopada 2011

Szkoła

Za jakie grzechy wysyłają nas do szkół? I po co te oceny? To wszystko jest takie przytłaczające... nie byłem na jednej pracowni przez to, że mnie na turniej wzięli, a teraz każą odrabiać poza moimi lekcjami. I wspaniale - jutro mam lekcje od 7.10 do 16.30, ale przyjaciółka zaproponowała wagary, więc o 13 możliwe, że mi się lekcje skończą.
Wy też macie takie problemy ze szkołą? Nie wiem dlaczego wybrałem technikum elektroniczne, ja nawet matmy nie lubie... głupie wybory mają jednak czasem pozytywne rezultaty. Nie będę o nich opowiadał, bo to bardziej moje prywatne sprawy, ale suma sumarum trzeba męczyć się w tym psychiatryku...
Powinni dać z tydzień wolnego na odreagowanie od ukochanej profesor Różak, pani, która niszczy mo zdrowie, świadomość otoczenia i nie daje mi się wyspać :)
Dlaczego tak długo do świąt...
A teraz życzę Wam miłych jutrzejszych lekcji :D
Witam. Jutro znowu szkoła... Buuu...
Nie jest ciekawie, bo mam dużo do nauczenia się (mimowalnie), bo mam pracownie. Największym problemem jest to, że ne byłem na poprzedniej i muszę zdawać ostatnią i jutrzejszą. Mam ok. 15 stron A4 do przeczytania i nauczenia, a jakoś mi się nie chciało do teraz tego zrobić.
Ale mi się tego uzbierało. Mimo iż wiem, że będę musiał się uczyć, to i tak odkładam to na później, choć znam konsekwencje. Wy pewnie nie macie aż takiego lenia :p

czwartek, 3 listopada 2011

Trudna droga

Każdy o czymś marzy, ma swoje pragnienia,
chce zyskać uznanie albo ten świat zmieniać.
A Ty o czym marzysz, gdzie cel życia Twego?
Chcesz żyć niczym bogacz pośród bólu tego?
Gdy brat bratu staje na drodze do szczęścia,
niszczy jego serce, sny w koszmary zmienia.
Bo w tym trudnym świecie przeciwności,
na drodze do marzeń wśród bólu i złości
żyć naszym udziałem, jednak do radości
kroczył będę drogą trudami usianą,
aby znaleźć moją ziemię obiecaną.
Tylko kilka marzeń jeszcze do spełnienia,
pierwsze czy ostatnie, to nie ma znaczenia.

środa, 2 listopada 2011

Jacek Wójcicki - Ostatni Dzwonek

Witam znowu.
Chciałbym Wam przedstawić (mam nadzieję, że starsze pokolenie zna) twórczość Jacka Wójcickiego.
Jest to według mnie jeden z najlepszych polskich śpiewaków. Po raz pierwszy spotkałem się z jego twórczością kilka lat temu, gdy obejrzałem "Ostatni dzwonek".
Jacek Wójcicki grał w nim "Świra". Akcja filmu rozgrywa się w trudnym dla Polski okresie powojennym, gdzie młodzież polska nie miała możliwości samorealizacji bo władza była... zbyt surowa.
W filmie jest wiele utworów m.in. autorstwa Jacka Wójcickiego, jak i Przemysława Gintrowskiego, czy Jacka Kaczmarskiego.
Polecam Wam obejrzenie tego filmu, gdyż pomoże Wam zrozumieć trudne czasy w jakich żyła młodzież, dzięki której ten kraj się zmieniał.

A oto kilkautworów z filmu:
"Miejcie nadzieję"


"Modlitwa o wschodzie słońca"


IRA

Witajcie. Jak napisałem w tytule artykuł będzie dotyczył zespołu IRA,a dokładnie jednego utworu, który mnie poruszył  Osobiście do wczoraj nie znałem ich utworów, a właściwie znałem kilka, lecz nie wiedziałem kto jest ich autorem.

Wczoraj wieczorem znalazłem utwór pt: "Nie daj mi odejść". Właśnie taką muzykę lubię.
Zbyt żadko powstają takie utwory w których jest taki przekaz, a muzyka jest jednością z piosenką i potęguje te odczucia.
Jest kilka zespołów, które grają solidną muzykę, lecz ich utwory nie trafiają na listy, ponieważ ludzie chyba nie lubią "smętów". Ja wprost przepadam za balladami rockowymi i muzyką gotycką.
Ale wracając do meritum: polecam ten zespół osobom, które lubią sensowną muzykę a nie jakieś komercyjne, bezsensowne gnioty pokroju Biebera czy Dody (bez urazy jeśli ktoś lubii).


Pozdrowienia dla wszystkich, dla których przekaz jest ważniejszy niż bezsensowne darcie japy :)

wtorek, 1 listopada 2011