poniedziałek, 19 grudnia 2011

Wszystko co dobre...

...szybko się kończy. A mianowicie mój jakże wspaniały i spokojny czas wolny, spowodowany nieobecnością mojej mamy, która przez dwa miesiące była we Włoszech. 
Gdy dziś wróciłem do domu wiedziałem, że ona już jest, więc nawet na korytarzu nie świeciłem światła, żeby nie słuchać jej gadania. No ale ona musi wszystko wiedzieć, więc sama zaświeciła i się zaczęło: "Zmieniłeś się o 200%, nie do poznania.", "Po co Ci takie buty, nie było normalnych?", "Coś Ty zrobił z włosami?", "Ty niszczysz swoje dzieciństwo"...

Taa... niszczę swoje dzieciństwo, które ona olała gdy byłem jeszcze w podstawówce. Teraz mi wielkie wywody prawić zaczyna. Biernie musiałem tego słuchać, aż do momentu gdy usłyszałem "Ja takiego syna nie chcę". Musiałem odpowiedzieć. "I dobrze, to nie miej". Mam już dość tego, że ona nigdy nie miała dla mnie czasu, tylko zawsze narzekała, że wszystko robię źle, zawsze jestem najgorszy. I teraz, kiedy jej opinia nic mnie nie obchodzi chce, abym się zmienił ku jej upodobaniu. 

Piękne dwa miesiące, które były czasem spokoju i wypoczynku od uciążliwego irytowania mnie ciągłym narzekaniem jaki to ja jestem niestety minęły. W sumie mogę uznać, że te dwa miesiące były jednymi z lepszych "z mojego dzieciństwa".

Mam nadzieję, że Wy nie musicie słuchać ciągłych "a syn pani *** robi to a tamto". Zero pochwał, 100% nagan. Życzę Wam miłych świąt, bo nie wiem, czy jeszcze mnie coś ruszy przed tym "magicznym okresem".

A to jedna z moich ulubionych piosenek, które znam od najmłodszych lat. Niestety kompakt mi się rozleciał i zostało mi słuchać na necie, ale zawsze to coś.