poniedziałek, 13 lutego 2012

Ubi sunt...

Po raz niezliczony znów przyszło mi jechać (jakkolwiek by to nie brzmiało) obok cmentarza i mijać kilka przydrożnych grobów. W powiązaniu z książką, którą wczoraj skończyłem czytać ("Pomiędzy światami" - J. Warman) wciągnęło mnie to w pewną refleksję. Co by było, gdyby Ci ludzie nie umarli tak szybko, jaki mogliby mieć wpływ na teraźniejszość. Wiem, że nic nie można poradzić na to, że oni zginęli. Nic nie może przywrócić im życia. Ale czy tak musiało być? Różnie się mówi, różne są ludzkie opinie: "Tak musiało być", "Bóg go / ją wezwał", "A mógł / mogła żyć". Ale czy rzeczywiście tak musiało być? Czy jacyś pijani idioci musieli odebrać tyle żyć? I w jakim celu? Tak wiele osób co roku ginie potrąconych przez pijanych kretynów, którym procenty uderzą do głowy albo uważają, że są tak wspaniałymi kierowcami, że nie ma żadnych przeszkód. Jednak, gdy już dojdzie do wypadku tak niewielu chce się do tego przyznać - do pospolitego zabójstwa. Choć pospolite nie jest zbyt dobrym epitetem, to wypadki z udziałem nietrzeźwych liczone w tysiącach mogą potwierdzić, że jest to prawda.